Cytat tygodnia


#17
"Obiecuje sobie... Że będę tryskał optymizmem i szukał dobrych stron każdej sytuacji."

Ch. D. Larson

#17 - o fragmencie siły, (nie)fajnej sytuacji oraz obietnicach

W życiu każdego z nas przewijają się różne sytuacje - w zależności od tego jak je ocenimy, gorsze i lepsze. Ośmielę się nawet stwierdzić, że upadki i potknięcia zdarzają się równie często co wzloty. I czy jest to powód do żalu, narzekania i poddawania się? Być może. Jednak w każdym potknięciu czy upadku można znaleźć dobrą stronę, pozytywną i motywującą, stronę która uczy nas czegoś nowego, pokazuje inny kierunek. Wszystko zależy od nas samych, od tego jak odbierzemy daną sytuację i czy sobie obiecamy... 
dobra strona

"Obiecuję sobie... Że będę tryskał optymizmem i szukał dobrych stron każdej sytuacji."
Ch. D. Larson
Fragment siły
Powyższy cytat jest fragmentem nieco dłuższego i mocno motywującego "Credo optymisty". Dlaczego postawiłam tylko na to jedno, krótkie zdanie? Ponieważ jest mi ono najbliższe. Zapewne pamiętacie co napisałam w pierwszym po przerwie poście, w którym - szczerze i świadomie przyznałam - zawaliłam!. Pisałam tam o niepewności i wątpliwościach w związku z podjętą przeze mnie decyzją. O tym, że nie opuszczały mnie nawet w momencie, kiedy pierwszy raz usiadłam przy stole w nowym mieszkaniu... I właśnie wtedy sięgnęłam po moją codzienną "motywującą karteczkę". Słowa, które przeczytałam momentalnie wywołały uśmiech na mojej twarzy. Dzień stał się piękniejszy, wątpliwości jakby mniejsze, a ja sama poczułam mocną ekscytację na zbliżające się dni. Tymi słowami był właśnie ten krótki fragment, jedno zdanie z "Credo optymisty". Jedno zdanie, które pomogło mi się uśmiechnąć i wkroczyć w nowy rozdział z nadzieją i siłą!

(nie)fajna sytuacja
Kiedyś zasłyszałam gdzieś, że nie ma sytuacji beznadziejnych. I wiecie co? Dzisiaj z pełną świadomością mogę się pod tym podpisać, obiema rękami. Ba! Nawet nogami! To my sami nadajemy danym sytuacjom rangę "fajnej", bądź "niefajnej". To od nas zależy jaki stosunek przyjmiemy i w jaki sposób będziemy odbierać nasze życie. A dlaczego nie ma sytuacji beznadziejnych? Ponieważ nic na tym świecie nie dzieje się z przypadku! We wszystkim jest jakiś cel. Być może "potknąłeś się", ponieważ droga, którą obrałeś nie jest dla Ciebie odpowiednia? Każde potknięcie, strata, upadek - wszystko to może nas czegoś nauczyć, pokazać nowy kierunek, otworzyć nam oczy na to co do tej pory było "niewidzialne". W każdej (nie)fajnej sytuacji można znaleźć co najmniej jeden pozytywny aspekt. Wystarczy otworzyć się na to co dostajemy, na naukę i znaki, zamiast ukrywać się w skorupie żalu, smutku i "beznadziejności". To naprawdę nie jest trudne - o potknięciach i podejściu do nich pisałam więcej w tygodniówce #15.

Obiecaj sobie
Od chwili, w której przeczytałam to krótkie zdanie minęło już sporo czasu. Wątpliwości się rozwiały, niepewność odeszła - w zamian została ze mną nadzieją oraz wiara, że cokolwiek się wydarzy, gdziekolwiek się nie znajdę mam w sobie siłę, która pomoże mi iść na przód. Iść z podniesioną głową, niekiedy potykając się i wyciągając wnioski. Obiecałam sobie, że będę szukać dobrych stron każdej sytuacji - odległość od domu nie wydawała się już tak duża, nowe miasto tak obce i przerażające, a ekscytacja wyszła na pierwszy plan. A dzisiaj, kiedy w perspektywie najbliższych miesięcy szykują się kolejne zmiany i decyzje, ja jestem pewniejsza dobrych wyborów. Dużo lepiej patrzeć w przyszłość z uśmiechem i umiejętnością szukania dobrych stron oraz ze świadomością, że nie ma sytuacji beznadziejnych...

Teraz Twoja kolej. Tak jak ja, kilkanaście tygodni temu, tak dzisiaj Ty - sam/a przed sobą... Obiecaj sobie...

Ocenianie - sposób na życie?

Przez nasze życie przewija się mnóstwo ludzi. W szkole, w pracy, w klubie, na ulicy... Każdego dnia mijamy się z innymi, poznajemy ich, obserwujemy i oceniamy. Oceniamy wygląd, zachowanie, decyzje. Oceniamy przez własny pryzmat, określając własne, ciasne normy "normalności" i "bycia okey". Niekiedy odnoszę wrażenie, że ocenianie, krytykowanie i wydawanie opinii utrzymuje nas przy życiu, prawie tak samo jak powietrze... 
inność

Inny znaczy gorszy?
Kilka dni temu usłyszałam w pracy zdanie - "lubimy ludzi podobnych do nas, takich jak my" - postanowiłam, że poświęcę mu parę chwil i zastanowię się nad jego sensem. I do czego doszłam? Do wniosków, które potwierdziły te słowa. Faktycznie, lubimy ludzi, którzy myślą podobnie, przytakują nam, nie wyróżniają się przy nas ubiorem, fryzurą czy poglądami - a na pewno nie wypadają lepiej niż my sami. Nie lubimy inności, negatywnie oceniamy coś co wykracza poza nasze normy, nie akceptujemy tego co jest nam obce. 
Szybki przykład? Widząc osobę, która ma kolorowe włosy, niebanalne i mocno wyróżniające się, nie powiemy "O kurde! Jakie fajne włosy! Ta osoba na prawdę ma odwagę i brawa dla niej!". O nie! Większość z nas zmierzy taką osobę od stóp do głów i rzuci negatywnym komentarzem typu "Pewnie ma coś z głową, jak można się tak oszpecić? W życiu bym tego nie zrobił/a!". Potraktujemy tę osobę jako gorszą, z góry oceniając i nastawiając się na "nie", tylko dlatego, że różni się od nas, że odważyła się na coś, na co sami nigdy byśmy nie poszli - nie ważne czy z powodu gustu czy braku odwagi...

Tchórz zazdrośnik
Wróćmy do osoby z kolorowymi włosami. Do tej sytuacji dodajmy fakt, że zawsze chciałeś mieć takie włosy, kolorowe i wyróżniające się, jednak zwyczajnie brakuje Ci odwagi, bo co ludzie powiedzą... Bardzo często zdarza się, że poprzez negatywne komentarze i oceny tłumaczymy sobie własne tchórzostwo. Wyśmiewamy innych, bo sami nie mamy odwagi na to, na co oni się odważyli. Chowamy się za złośliwościami, starając się utwierdzić we własnej "racji", a nawet znaleźć potwierdzenie u osób trzecich. Przecież łatwiej sprawić komuś przykrość i spisać go "na straty" niż przyznać się do własnej słabości! Tym sposobem jeszcze bardziej umacniamy w sobie postawę tchórza. 
Z brakiem odwagi bardzo mocno wiąże się zazdrość, szczególnie w tym przypadku. Boimy się zrobić krok, który uczynił ktoś inny pojawiając się tym samym w miejscu, w którym sami chcielibyśmy być. I jak myślicie? Podziała to na nas motywująco? Da odwagę na kolejny krok, dołączenie do tamtej osoby? Być może. Jednak w większości przypadków wygra zazdrość, a dokładniej tchórz zazdrośnik, który będzie szeptał nam złośliwe uwagi na temat drugiej osoby, będzie krytykował, próbował ośmieszyć, postawić w złym świetle. Wszystko po to, aby ukryć siebie, własny strach i słabość. 

Skrytykuję, będę lepszy
Patrzenie na innych przez własny pryzmat ma też odzwierciedlenie w niskim poczuciu własnej wartości. Oceniamy innych według siebie, szukając zachowań, cech charakteru czy wyglądu, które według nas umniejszają danej osobie. A skoro jej umniejszają, a równowaga musi być utrzymana, to oczywiście nam doda! Obrośniemy w piórka, poczujemy się wyżsi, lepsi, ciekawsi i bardziej wartościowi. To nic, że to uczucie będzie złudne i krótkotrwałe... Przecież będziemy lepsi od tamtej osoby, inni to usłyszą, zapamiętają! Tylko, że ci inni też sobie dodadzą dwa do dwóch i najprawdopodobniej ocenią... 
Pamiętajmy! To, że ktoś podejmuje decyzję, które nie do końca zgadzają się z naszą "właściwą" decyzją lub wyglądem całkowicie różni się od nas, nie daje nam prawda do umniejszania tej osobie i krytykowania jej! Każdy z nas żyje swoim życiem, według własnych zasad i wartości. Budowanie poczucia własnej wartości na umniejszaniu innym nie jest dobrym pomysłem. Wręcz odwrotnie. To zgubny pomysł, który jeszcze bardziej nas pogrąży, ponieważ już zawsze będziemy musieli szukać kogoś "gorszego" od nas... A jak na złość, zawsze znajdzie się ktoś "lepszy". 

Poświęć się sobie
Patrzenie na innych przez własny pryzmat szkodzi tylko i wyłącznie Tobie! To Ty wlewasz do swojej głowy i serca jad krytycyzmu i negatywnych myśli. Zatruwasz własne życie opiniami, które układasz i przekazujesz dalej. Tak na prawdę nie krzywdzisz innych, a tylko i wyłącznie siebie! Pomyśl, jak wiele mógłbyś zdziałać, gdybyś czas poświęcony na ocenianie i krytykowanie innych przeznaczył na własną osobę - na rozwój, spełnianie marzeń, realizowanie celów... Jak wiele mógłbyś osiągnąć? 
Akceptacja innych, pomimo różnic w wyglądzie lub charakterze czy innych poglądów na świat jest najlepszym krokiem do akceptacji siebie! Nikt z nas nie jest idealny, jednak każdy z nas jest wartościowy. I właśnie tej wartości nie da się komuś odjąć na podstawie kilku czynników, które są dla nas "złe". Pozory mylą, a krytyka i ocenianie przez własny pryzmat nigdy nie pokażą nam prawdy na temat ocenianej osoby! Pamiętajmy o tym, od dziś na zawsze! Pamiętajmy, zanim wydamy "wyrok" i skreślmy daną osobę, tylko dlatego, że zrobiła coś inaczej lub różni się od nas wyglądem. Pamiętajmy, żeby najpierw zauważyć belkę we własnym oku, a nie drzazgę w oczach innych!


Szczerze i świadomie przyznaję - zawaliłam!

Wpadłam w pułapkę. Pułapkę własnych myśli i przekonań. To o czym piszę, czego dotyczą moje słowa na tym blogu, to co staram się nazywać moją "normalnością" - to wszystko odłożyłam na boczny tor. A przynajmniej zrobiłam to w pewnym stopniu. Nie, nie popadłam w depresję, negatywne stany ani nie zaszyłam się z butelką wina (ewentualnie z siedmioma) we własnych czterech ścianach, narzekając na złe życie. Jednak dałam się przekonać, że "nie mam czasu!" - stało się to moją wymówką, w którą uwierzyłam całą sobą! A jak nieraz powtarzałam - jak w głowie, tak w życiu. 

Decyzja, która zmieniła moje życie
Prawie cztery miesiące temu podjęłam jedną z ważniejszych życiowych decyzji - postanowiłam rozpocząć nowy etap. Trzy tygodnie później spakowałam dobytek swojego życia i wyruszyłam... W nieznane. Zamieszkałam w mieście oddalonym ponad 500 kilometrów od miejsc, w których żyłam. W mieście, które było mi całkowicie nieznane i nowe. W mieście, w którym nikogo nie znałam. Ta decyzja wymagała ode mnie dużego poświęcenia i mnóstwa odwagi, w końcu zostawiałam za sobą wszystko co znam, a rodzinę i przyjaciół miałam widywać rzadziej i krócej. Wątpliwości były silne. Towarzyszyły mi od podjęcia decyzji do jej zrealizowania. Nie opuszczały mnie kiedy otwierałam drzwi mojego nowego mieszkania czy gdy pierwszy raz usiadłam z herbatą przy stole w kuchni, przy którym od tamtego momentu miałam siadać codziennie... 

Zaginęłam w nieznanym
Moje życie obróciło się o 180 stopni. Nowe miasto, nowa praca, nowi ludzie. Zaczęłam kolejny rozdział życia, który starałam się ogarnąć, poskładać w całość. W tym zamieszaniu, nowej organizacji dnia i próbach odnalezienia się w obcej mi sytuacji, odłożyłam na bok niektóre ważne dla mnie sprawy. W tym pisanie. Dawałam sobie tydzień, dwa na zorganizowanie się i ułożenie na nowo swojego życia. Dwa tygodnie przeciągnęły się w trzy, cztery, osiem... Pochłonęła mnie praca, poznawanie miasta oraz ludzi, a tłumaczenie "nie mam czasu" stało się dla mnie codziennością, w którą uwierzyłam. 

Wymówki, wymówki, wymówki
"Od jutra wygospodaruję czas na pisanie", "Nadgodziny w pracy - marzę tylko o tym, żeby się położyć", "Wrócę na bloga, jak ogarnę życie" - te i inne równie "ambitne" teksty stały się dla mnie normalne, towarzyszyły mi każdego dnia. Szczególnie ten, przed którym sama mocno przestrzegam: "nie mam czasu!", zamieszkał w mojej głowie. Tak mu było tam dobrze, że przyzwyczaiłam się do niego i uwierzyłam w jego szczerość. Dałam się złapać w pułapkę podświadomości... Powtarzałam to tak często, nawet tłumacząc się przed samą sobą, ze faktycznie doba stała się za krótka, a ja zwyczajnie nie wyrabiałam. 

Świadoma swoich win
Z całą szczerością i skruchą przyznaję, że poległam na całej linii, zawaliłam! Pokazałam swoją "ludzką" część... A tak całkiem na poważnie, każdy z nas jest tylko (i aż) człowiekiem. Potykamy się, zawodzimy, popełniamy błędy - ważne jest jednak, żeby wyciągać wnioski, uczyć się i doskonalić. Dlatego ja, w pełni świadoma swojej 'winy", bogata w nowe doświadczenia powracam do tego co kocham. Ostatnie trzy miesiące były dla mnie bardzo burzliwe i emocjonujące, zmieniły moje życie oraz w pewnym stopniu mnie samą, jednak w całej tej ekscytującej "przygodzie" brakowało mi kilku ważnych elementów - między innymi tego bloga. ILWL jest dla mnie jak swego rodzaju autocoaching. Pisząc dla Was, czytając komentarze - wzbogacam sama siebie, uczę się i rozwijam. Pisząc dla Was, piszę dla siebie. Witam z powrotem! 

#16 - o wyborach, wymówkach i decyzjach

Pędzimy do przodu, w świecie, w którym to co złudne i ulotne staje się najważniejsze. Biegniemy ulicą do pracy, szkoły, na uczelnię, a nawet na spacer. Nie patrzymy na to co dookoła, nie patrzymy na mijane budynki czy ludzi. Biegniemy, bo gdzieś tam czeka na nas coś, co "podobno" jest takie ważne, coś dzięki czemu będziemy szczęśliwi. W pośpiechu nie zauważamy drogowskazów, a nawet znaków ostrzegawczych. Szukamy powodów do szczęścia, które tak na prawdę są na wyciągniecie ręki. Wystarczy tylko zajrzeć w siebie...
szczęście

#15 - o drobiazgach, tragediach, lawinie potknięć oraz podejściu do nich

Każdy nasz dzień jest czystą kartką, którą dostajemy otwierając oczy. Wypełniamy ją różnymi czynnościami - mniejszymi i większymi. Pojawiają się różne sytuacje - istotne oraz te mniej istotne. Wszystko to skrzętnie notowane jest w księdze życia. Każda myśl, emocja, każdy najmniejszy drobiazg składają się na to jak wygląda nasz dzień - nasz nastrój może zmieniać się z minuty na minutę. Przypalone tosty, rozlana kawa, urwany guzik koszuli... Z każdej strony bombardują nas różne sytuacje, które wywołują w nas rozmaite emocje. Ważne jest jednak, aby nie pozwolić emocjom przejąć kontroli oraz nie dać upoważnienia do "zepsucia" nam dnia!

#14 - o trzech mądrych małpach, mówieniu 'nie' temu co złe oraz o trzech prostych zasadach

Stare, japońskie przysłowie brzmi - „nie widzę nic złego, nie słyszę nic złego, nie mówię nic złego”. Cytat, który wybrałam w tym tygodniu jest bardzo bliski tym słowom. Skrywa on również wskazówkę, którą warto wykorzystać, aby nasze życie stało się lepsze i radośniejsze. Tą i kilka innych rad Rhonda Byrne przekazuje w swoich książkach, dzisiaj jednak skupimy się na mówieniu "nie" temu co złe. 
trzy mądre małpy

#13 - o czekaniu - na szczęście, marzenia i rozwiązania

Każdego dnia czekamy - na autobus, na przyjaciela, na awans, na szczęście, na marzenia, na miłość... Czekamy, aż pojawią się w naszym życiu. Czekamy na idealny czas i możliwość do spełnienia marzeń, zrealizowania celów. Odkładamy na później siebie i swoje plany, bo chwila nie jest odpowiednia... Powiem Ci coś w sekrecie, odpowiednia chwila nie nadejdzie! 
czekanie na szczęście

#12 - o pewnej decyzji, drzwiach nowych możliwości oraz nastawieniu do zmian

Mamy poniedziałek, szósty dzień lutego, trzydziesty siódmy dzień nowego roku - czyli kolejne 24 godziny, które możemy wykorzystać jak tylko tego chcemy. Podejmujemy decyzje, idziemy do przodu, realizujemy cele, pokonujemy przeszkody - kwestia tego, czy robimy to w zgodzie z naszym wewnętrznym "ja". Czy napotykając szanse na zmiany lub nowe możliwości powiemy im "tak", a może odwrócimy wzrok? To od nas zależy co zrobimy, jednak Dwayne Johnson ma dla nas małą podpowiedź... 
drzwi możliwości

#11 - o drodze na szczyt, odrzuceniu oczekiwań innych oraz szukaniu własnej definicji sukcesu

Większość ludzi na świecie, pragnie odnieść w swoim życiu sukces. Dla niektórych będzie to zdobycie fortuny, dla innych wymarzona praca, a dla jeszcze innych kochająca rodzina. Nie ważne co jest tym sukcesem - pragniemy, aby stał się rzeczywistością. Jednak bardzo często zdarza się, że obieramy ku temu złą drogę, ponieważ kierują nami błędne przekonania lub otaczają nas "nieodpowiedni" ludzie.
klucz do sukcesu

[Książkowe wyzwanie] 2/40: R. Wasserman - 'Siedem grzechów głównych. Nieczystość'

W ciągu ostatnich kilku dni zabierałam się do napisania tego posta wiele razy. Układałam zdania w głowie, szukałam odpowiednich słów - żeby zacząć, rozwinąć i zakończyć. Udało mi się napisać jedno, jedyne zdanie - »"Nieczystość" to pierwsza z serii książek "Siedem grzechów głównych", napisana przez Robin Wasserman.« - tylko tyle... Jedno zdanie o książce, którą "połknęłam" w jeden wieczór. O książce, której nie przetrawiłam do tej pory... 
Siedem grzechów głównych. Nieczystość - Robin Wasserman

#10 - o ograniczeniach, dwóch drogach oraz naszych wyborach

"Nie mogę tego zrobić" - jak często słyszysz te słowa w swojej głowie? Jak często wypowiadasz je na głos? Czy wiesz, że są one związane z ograniczeniami? I to ograniczeniami, które istnieją tylko w Twoim umyśle, które zostały Ci wpojone, bądź sam je sobie przyswajasz. Dzisiaj chciałabym Ci powiedzieć jedną, bardzo ważną rzecz - MOŻESZ!
Mistrz Zen Seung Sahn

[Książkowe wyzwanie] 1/40: W. D. Wattles - 'Sztuka wzbogacania się'

Moje książkowe wyzwanie ruszyło, a na pierwszy ogień poszedł jeden z moich gwiazdkowych prezentów. Książka, którą chciałam przeczytać już od kilkunastu miesięcy, i która sprawiła mi mnóstwo radości, kiedy znalazłam ją pod choinką. A jakie wrażenie na mnie wywarła? Czy sprostała moim wyobrażeniom? 
Sztuka wzbogacania się Wallace Wattles

Dlaczego zależało mi na przeczytaniu tej książki?
Prawie dziesięć lat temu w moje ręce dostała się książka "Sekret" Rhondy Byrne. Jest to książka, która nakreśla nam i uczy zasad prawa przyciągania czy jak kto woli potęgi podświadomości. Nie powiem, ale od razu ją pokochałam i do dziś staram się opierać moje życie na tych właśnie zasadach. A co ma wspólnego "Sekret" z "Sztuką wzbogacania się"? A to, że ta druga pozycyja, która powstała w 1910 roku (!) zmieniła życie Rhondy Byrne i to na jej podstawie napisała książkę, która z kolei mocno wpłynęła na moje własne życie. Myślę, że to jasno wyjaśnia chęć przeczytania książki Wallace Wattlesa. 

To co mnie "poraziło"...
Kiedy otworzyłam książkę i zaczęłam czytać pierwsze jej strony, znalazłam coś, co mocno poraziło mnie w oczy (i nie tylko). "(...) nie da się prowadzić pełnego, udanego życia, jeśli nie jest się zamożnym." - ta myśl, zdecydowanie mi się nie spodobała. Dodatkowo nastawiła mnie negatywnie do całej książki, dlatego odłożyłam ją, gdyż czytanie z podejściem na "nie" mijało się z celem. Sięgnęłam po nią ponownie, dopiero kiedy przyswoiłam te słowa i podeszłam do nich lekko okrężną drogą - bogactwo, o którym mowa służy nam do pozyskiwania rzeczy, które pomagają rozwijać nam osobowość, talenty czy ogólnie pojętą formę życia. Być może uprościłam całość, jednak pomogło mi to w dalszym czytaniu książki, która okazała się być dość przyjemną lekturą. 

Ogrom dobrych myśli
"Sztuka wzbogacania się" to książka, która przekazuje zasady zachowań i myślenia w "Pewien Sposób", aby stać się bogatym. Całość opiera się na zasadach działania podświadomości, czyli na tym o czym możemy poczytać u Rhondy Byrne czy u Josepha Murphy'ego. Znajdziemy w niech ogrom dobrych myśli, które nastroją nas pozytywnie i pokażą inny, lepszy sposób postrzegania świata. Książka nakłania do przemyśleń nad naszą życiową drogą oraz szukania idealnego zajęcia, które sprawi nam radość. Wattles łamie ogólne przekonania, że pragnienie bogactwa to rzecz próżna, egoistyczna oraz taka, której powinniśmy się wyzbyć. Przekonuje, że osiągnięcie bogactwa jest możliwe w życiu każdego - nie ważne gdzie jesteś, co robisz i jak żyjesz w danym momencie. 

To co spodobało mi się najbardziej...
...to cały rozdział poświęcony wdzięczności! Temat wdzięczności jest dla mnie bardzo istotny, pisałam o nim całkiem niedawno (Wdzięczność - najważniejszy składnik szczęścia?) i jestem pewna, że poruszę ten temat jeszcze wiele razy! Wattles przekonuje nas, że bez poczucia wdzięczności, nie jesteśmy w stanie osiągnąć w swoim życiu, tego o czym marzymy - "Bez poczucia wdzięczności nie jest możliwe długie opieranie się poczuciu niezadowolenia z powodu rzeczywistości.". Co jeszcze zawładnęło moim sercem? Słowa autora na temat zazdrości o dobra innych - "Nie musisz patrzeć z zazdrością na własność innych; nikt nie posiada tego, czego nie mógłbyś zdobyć sam (...)", a także rozróżnienie dążenia do bogactwa poprzez konkurencję i współzawodnictwo, a poprzez działanie kreatywne. Wattles stara się odciągnąć nas właśnie od konkurencji, gdyż to ona powoduje u nas zazdrość o innych, a co za tym idzie pozbawia nas wdzięczności - koło się zamyka. 
"Musisz pozbyć się myśli o współzawodnictwie. Masz tworzyć, a nie konkurować o to, co już zostało stworzone."
"Bogactwo zdobyte na płaszczyźnie konkurencji nigdy nie jest zadowalające i trwałe; (...)".

Ogólnie książkę "Sztuka wzbogacania się" oceniam bardzo pozytywnie, nie zawiodła moich oczekiwań. Na pewno będzie leżeć obok "Sekretu" czy "Potęgi podświadomości", czyli obok książek, do których wracam, i które "studiuję" z największą uważnością. 
Czy polecam? Tak, chociażby ze zwykłej ciekawości. 

5 sposobów na utrzymanie motywacji

W ostatnich latach zauważa się znaczny wzrost popularności różnych aktywności fizycznych czy bycia fit. Nic dziwnego ponieważ codzienne treningi, nawet te najkrótsze, poprawiają nasze samopoczucie, wpływają korzystnie na zdrowie, wyszczuplają i modelują sylwetkę. Zalet jest wiele, dlatego warto zacząć. To nic trudnego, jednak wiem z doświadczenia, że nie zawsze łatwo wytrwać...
motywacja do regularnych treningów

Moja przygoda z aktywnością fizyczną zaczęła się kilka lat temu, jednak nie jest stała i jednolita. Bywało różnie - zaczynałam, żeby po kilku miesiącach, tygodniach, a nawet dniach(!) odpuścić... A kiedy nadchodziła kolejna fala "motywacji", znowu zaczynałam. Rodzaj ćwiczeń też był różny - rolki, spacery, rower, samodzielne ćwiczenia w domu, siłownia czy bardzo krótka przygoda z bieganiem. 
Jednak od kilku miesięcy towarzyszy mi bardzo silna chęć regularnych ćwiczeń. Zaczęłam wyłapywać to, przez co odpuszczałam oraz szukać tego co mnie bardziej zmotywuje, tak aby wyrobić sobie nawyk, przez co treningi staną się naturalną częścią mojego życia. Ostatnio ćwiczę w domu, pięć razy w tygodniu, a z regularnością jeszcze bywa różnie - pojawiają się przerwy w treningach, jednak zawsze po nich wracam ze zdwojoną siłą. 

A co robię lub czego nie robię, żeby utrzymać w miarę regularną aktywność fizyczną? 

1. Budowanie łańcucha
Jest to metoda wykorzystywana do wyrabiania nawyków oraz osiągania celów, a mnie dodatkowo, bardzo motywuje do działania! A o co chodzi? Każdego dnia, po wykonaniu danej czynności zaznaczmy ją w kalendarzu. Z czasem przekształca się w tworzenie swego rodzaju łańcucha. Ja sama na każdy miesiąc przygotowuję sobie "tabelę nawyków", w której pojawia się tyle kolumn ile dni ma dany miesiąc oraz dodatkową na wpisanie o jaki nawyk chodzi. Każdego dnia, kiedy wykonam czynność związaną z danym nawykiem, w tym przypadku - kiedy wykonam trening, zaznaczam lub zamalowuję dane okienko. Dlaczego mnie to motywuje? Ponieważ "dręczy" mnie zostawienie pustego okienka, w dniu, w którym powinno zostać zamalowane. Patrząc na moją tabelę, mam ochotę tworzyć mój "łańcuch" w nieskończoność i jeden dzień dłużej!

2. Realne podejście
Każdy z nas ma gorszy dzień, w którym brakuje nam energii, jesteśmy ospali czy przemęczeni, a jedyne czego pragniemy to zawinąć się w kołdrę i nie pokazywać światu. To normalne, nasz organizm nie jest super robotem i potrzebuje chwili odpoczynku, dlatego warto mu go dać. Jeszcze kilka miesięcy temu, kiedy nie zrobiłam treningu karciłam się za to, wyrzucałam sobie "lenistwo" oraz próbowałam się zmusić do wykonania zestawu ćwiczeń. Było to chyba najgorsze co mogłam robić, ponieważ trening zrobiony z przymusu był mało efektywny, a ja sama zamiast czerpać z niego przyjemność czułam duży dyskomfort - psychiczny, jak i fizyczny. Dlatego pamiętaj, żeby nie zmuszać się do aktywności fizycznej, kiedy jesteśmy przemęczeni. Warto wtedy odpuścić i się zregenerować, a uwierz - wrócisz do ćwiczeń z podwójną siłą! 

3. Odpowiednie dobranie celu
Być może za chwilę złapiesz się za głowę i zapytasz w duchu "co ona pieprzy?!", ale ja muszę to napisać... Nie ćwicz, aby schudnąć! I nie jest to jakaś dziwna propaganda. Z własnego doświadczenia wiem, że kiedy zaczęłam ćwiczyć, żeby tu trochę zgubić, tam trochę zgubić, zwykle poddawałam się krótko po "starcie". Dlaczego? Ponieważ nie widziałam efektu. Skupiałam się na tym co w mojej sylwetce jest złe, codziennie oglądałam się w lustrze z niezadowoleniem. Początkowa motywacja do ćwiczeń, szybko została gaszona przez moje nastawienie i przez to co sama widziałam. Polecam oprzeć swoje postanowienie treningu na kwestii zdrowia czy dobrego samopoczucia, a dopiero później na wyszczupleniu. U mnie działa!

4. Skupianie uwagi na efekcie "końcowym"
Jak już napisałam powyżej, nie warto brać wyszczuplenia ciała za najważniejszy cel naszych ćwiczeń. Jednak, tak czy owak przewija się on każdego dnia - modelowanie, wysmuklanie, wyszczuplanie... Nie ważne co chcę osiągnąć skupiam swoją uwagę na efekcie "końcowym". Jasno określiłam jakiej sylwetki pragnę i (być może zabrzmi to dziwnie, ale...) wydrukowałam kilka zdjęć figury, do której dążę, a kiedy na nie patrze staram się odczuwać dobre emocje. Nie zazdrość i żal, że tak nie wyglądam, a wiarę, że moja aktywność przyniesie taki efekt. To sprawia, że do treningu podchodzę na prawdę z wielką mocą i ogromnym uśmiechem na twarzy!

5. Racjonalna obserwacja zmian
Oczywiście podczas regularnych treningów warto obserwować zmiany zachodzące w naszym ciele, mogą nam one wiele powiedzieć. Jednak z tą obserwacją też różnie bywa... Nawiązując do punktu 3, skupienie celu swoich treningów tylko na wyszczupleniu, powoduje, że oczekujemy efektów, najlepiej szybkich i konkretnych. Po tygodniu stajemy na wadze i nic! Tak samo po dwóch, trzech, czterech... Być może nawet wyświetlana liczba wzrośnie, a wtedy to już w ogóle armagedon! W takim przypadku, bardzo łatwo się zniechęcić i odpuścić, z żalem siadając przed TV z pięcioma paczkami chipsów! Dlatego ja, od dłuższego czasu nie używam wagi! Do obserwacji zmian stosuję zwykły metr krawiecki, którym mierzę swoje ciało - nie co tydzień, a raz na miesiąc. W ten sposób widzę zmiany, które może nie są radykalne i duże, ale mimo wszystko wywołują uśmiech na twarzy i motywują! 

A Wy? Macie swoje sposoby na utrzymanie motywacji do regularnej aktywności fizycznej? 

Formularz kontaktowy

Nazwa

E-mail *

Wiadomość *

Translate

Wszystkie teksty oraz pewna część zdjęć (pozostałe pochodzą z darmowych banków zdjęć) publikowanych na blogu ilwlife.blogspot.com objęte są prawem autorskim.
Nie wyrażam zgody na kopiowanie tekstów/tytułów w całości lub w części, modyfikowanie ich oraz wykorzystywanie ich na innych serwisach bez zgody właścicielki bloga oraz bez podania źródła pochodzenia wykorzystanego tekstu/fragmentu tekstu.